poniedziałek, 1 lutego 2021

Zadaniowy tryb pracy

 Osobiście - uwielbiam. Jest dla mnie motywacją i inspiracją.

Może dlatego kocham jeździć, szczególnie po mieście, bo na trasie trochę nudno.

Niemało już napisałam o tym, że na drodze trzeba myśleć, ale dzisiaj Sandra sprowadziła mój tok myślenia ( i swój oczywiście przy mojej pomocy) na kolejną współzależność. Sandra już do mnie nie wróci, bo szczęśliwie zdała dziś egzamin, ale kolejni moi kursanci na pewno nie raz to usłyszą. 

Na drodze - jak na sprawdzianie matematycznym mamy do czynienia z zadaniami. Aby zaliczyć sprawdzian musimy je bezbłędnie rozwiązać. Nie uda się to nigdy jeśli nie uwzględnimy wszystkich danych. I musimy to wiedzieć zanim wjedziemy na skrzyżowanie. Potrzebujemy na to trochę czasu, aby go uzyskać musimy zwolnić, aby wszystko dokładnie przeanalizować. Oczywiście nie ma potrzeby zwalniać, jeżeli naszych danych jeszcze nie widać. 

Zatem po kolei - pierwsze zadanie (skrzyżowanie) - 

1. jaki jest znak

2. komu ustępuję

3. czy ktoś nadjeżdża drogą posiadającą pierwszeństwo przejazdu

4. czy pojazd nadjeżdżający nie skręca bezkolizyjnie lub czy nie musi ustąpić pieszemu

5. na skrzyżowaniu ze światłami sprawdzamy zanim na nie wjedziemy czy pojazdy zatrzymały się na czerwonym świetle, później już tylko skupiamy uwagę na tych, którym ustępujemy przy lewoskręcie i na znaki poziome na drodze. Zawsze na skrzyżowaniu należy zarezerwować sobie ułamek sekundy na to, aby sprawdzić jak należy ułożyć samochód czyli zobaczyć punkt startowy A i punkt docelowy B. Pamiętajmy, że przepisy nakazują nam opuścić skrzyżowanie w miarę możliwości jak najszybciej.  Oczywiście przy dużym natężeniu ruchu, kiedy nasz przejazd jest spowolniony przez pojazdy, którym musimy ustąpić, sprawdzamy czy światło się nie zmieniło. Rozglądanie dostarcza nam nowe dane do naszego równania. Każdy najdrobniejszy szczegół musimy uwzględnić, bo od tego zależy wynik końcowy. I w ten oto prosty sposób możemy sobie poradzić z każdym zadaniem.

Każde działanie matematyczne wymaga doskonałej znajomości podstaw, a na drodze naszą tabliczką mnożenia są przepisy ruchu drogowego. 

Po nudnym kawałku prostej drogi mamy następne zadanie, do którego znowu musimy zebrać dane postępując w powyższy sposób. I jaką mamy satysfakcję, gdy znowu je wykonamy bezbłędnie. Najważniejsze zawsze jest, żeby uwzględnić wszystkie dane.

Nie na darmo mówią, że matematyka jest królową nauk.

Tak prawdę powiedziawszy, na drodze nigdy nie jest nudno, bo zawsze musimy obserwować pieszych, inne pojazdy, bo przy doskonałej znajomości przepisów na drodze zawsze najważniejsza jest obserwacja. Od tego, co się wokół nas dzieje zależy nasze zachowanie. 

Czyż to nie pasjonujące...?

Jeśli jednak ktoś ma duszę humanisty niech na drodze tworzy ramowy plan działania - jak w konspekcie, który bardzo dobrze znacie. Przed każdym skrzyżowaniem można ułożyć sobie plan przejazdu w oparciu o znaki, posiadaną wiedzę i zaobserwowaną sytuację. Czasem taki plan trzeba zmodyfikować, ale na pewno będzie łatwiej.


Nauka jazdy

Drogi panikarzu, droga panikaro,

przychodzisz do szkoły jazdy, aby nauczyć się jeździć.
Stanowisz ze swoim instruktorem zespół.
Na starcie on posiada 100% umiejętności, Ty nierzadko 0.
Szkolenie ma na celu przeniesienie umiejętności na kursanta.
Na szczęście instruktor ich nie traci czyli jest to w zasadzie swoiste pomnożenie tego, co instruktor umie. Nie będzie efektów bez elementarnego zaufania do instruktora.
Zadaniem zespołu jest wypracowanie zachowań i reakcji prawidłowych i bezpiecznych na drodze. I 100% wiedzy w tym temacie na starcie posiada instruktor, ale zawsze chętnie się z Wami nią dzieli. Z czasem jajko może być mądrzejsze od kury, ale na początku raczej nie.
Miałam niedawno fajnego kursanta, który deklarował od początkowych godzin, że chce jeździć po drogach co najmniej 50 lat. Często mu to później przypominałam...bardzo dobrze jeździ... i niedługo pewnie zda egzamin państwowy za pierwszym razem.
Nie chodzi jednak - jak niektórzy twierdzą - o przygotowanie do egzaminu...ale właśnie o te 50 kolejnych lat.

Egzamin to tylko sprawdzian, jakich wiele przeszliście w swoim życiu.
Poza doskonałą wiedzą i umiejętnościami potrzeba jeszcze trochę szczęścia. Nikt nie ma wpływu na sytuację na drodze, z jakimi uczestnikami ruchu przyjdzie mu się zmagać podczas tej niecałej godzinki. Jedni mają bardzo łatwo, inni hardcorowo, lecz jak ktoś umie jeździć i myśleć na drodze, to zda. Najwyżej za drugim albo trzecim razem.
I w tym wypadku na pewno nie może obowiązywać zasada czterech Z :
zakuć, zdać, zapić, zapomnieć... chociaż czasem i tak bywa. 
Ktoś, kto długo nie jeździ często popada we wtórny analfabetyzm. 
Ale przecież tak jest ze wszystkim, czego nie robimy, nie powtarzamy, nie kultywujemy.

A na kursie - najpierw wszystko odbywa się na zasadzie dyktanda...
Instruktor podpowiada krok po kroku....kursant wykonuje polecenia - często z delikatnym opóźnieniem... (co nie zawsze jest bezpieczne na drodze, która żyje, tętni życiem, ewoluuje...), z czasem kursant zaczyna samodzielnie obserwować, analizować, wyciągać wnioski, zauważać własne błędy...i to jest ten czas, kiedy już prawie umie. Przez cały ten czas macie obok siebie anioła stróża w osobie instruktora. Jego zadaniem jest nie tylko nauczyć, ale również zadbać o bezpieczeństwo Waszych zachowań na drodze.

Biologia mnie nigdy nie pasjonowała, ale wiem, tak jak wszyscy, że nasze mózgi to biologiczne komputery. W pamięci mają miliardy programów i są serwerami wysyłającymi rozkazy do całego ciała...I tu również moja wiedza jest poniżej Waszej przeciętnej...ale wiem, że nawet najlepszy sprzęt nie wykona swych funkcji bez wprowadzenia odpowiedniego programu. I tym właśnie się zajmujemy na zajęciach nauki jazdy.

Po paru godzinach jazdy zazwyczaj już doskonale sobie radzicie ze współpracą.
Wspólny język zostaje opracowany i wszystko idzie w dobrym kierunku. 
 
Dla niektórych jest to sprawa łatwa i prosta - jak bułka z masłem...dla innych - niezwykle skomplikowana...Dla wszystkich prawie - strasznie stresująca....szczególnie na początku.
I tak powinno być, bo przecież prowadzenie auta wiąże się z olbrzymią odpowiedzialnością, z której należy sobie zdawać sprawę od samego początku swojej przygody drogowej. 
I nigdy o niej nie można zapomnieć.
Dostajecie przecież do swojej dyspozycji śmiercionośne narzędzie, którym należy dysponować mądrze, z należytą starannością... tak, aby zawsze dostarczało nam tylko pozytywnych i miłych wrażeń. 
W momencie, kiedy to zrozumiecie - znaczy, że umiecie.
A później - to już tylko wiatr we włosach.
I uważamy, żeby ich za mocno nie rozwiało !!!







sobota, 12 maja 2018

Córeczki

Wjazd na parking Kaskady - stromy jak cholera - nie martwiąc się o nic siedziałam spokojnie w swoim VW golf IV, po mojej lewej stronie VW tiguan, w którym były dwie dojrzałe Kobiety... oczywiście wymiana spojrzenia -obowiązkowo- lecz ze strony jednej z nich było ono raczej z góry - bo ja młoda, z listkiem itp... Nagle nadszedł nasz czas i w tym samym momencie ruszamy...to znaczy ja ruszyłam, bo jej auto cofnęło się o jakiś dobry 1m...mężczyzna za nią także cofnął z obawy o stłuczkę... Jak już mnie dogoniła ta jakże "lepsza Kobieta" to tym razem w jej spojrzeniu ujrzałam zażenowanie i mocne zmieszanie - Pomyślałam sobie "Masz za swoje!" - wtedy Agata wybuchła śmiechem i krzyknęła "Tak jest!" na co dumnie jej odpowiedziałam "Byle kto mnie nie uczył"
 - Ewa Wajs
Mam też drugiego beniaminka....Klaudię....dziewczyny wcześniej się nie znały...nawet nie robiły kursu równolegle.... można powiedzieć, że połączyła je sympatia do mnie....a dzisiaj są jak siostry...
I to jest moja misja.

Moje córeczki....chociaż tu wyglądają jak ..synkowie raczej.....
Moje dziewczynki zrobiły mi niewyobrażalną niespodziankę urodzinową ....najpiękniejszą w moim długim  życiu...i piękne prezenty....i wspaniale przeorganizowany czas....dziękuję Wam po stokroć. 
 Ale to nie koniec....moja Klaudia, która zdała egzamin na prawo jazdy za pierwszym razem 21 marca, pisze mi później, że chciałaby  ze mną pojeździć....i że ktoś tam nie zasługuje na to, żeby ze mną jeździć////
Wzruszająca jesteś do bólu....
Cieszę się strasznie, że dożyłam  dnia takiego.... i mam nadzieję, moje drogie córeczki,dorobić Wam rodzeństwa....choć biologia już nie pozwala....
Kocham Was.
 I mógłby sobie ktoś pomyśleć, że jest to opowieść nie na temat....lecz jest w temacie jak najbardziej.....
Nawet sobie nie wyobrażacie jak ONE kochają jeździć.....i jak umieją...... 
Nie wspomnę, kto je nauczył....

Auto powinno być czyste

Mąż potrafi...

Taki dowcip dzisiaj znalazłam w ramach porannej prasówki...
Zabawna antyteza moich marzeń i wyobrażeń...

Mąż do żony:
- Taka piękna pogoda, a ty męczysz się myciem podłogi. 
Wyszłabyś lepiej na dwór i umyła samochód...

Dzisiaj u mnie za oknem słońce świeci...wydaje się, że pogoda ładna...
Może więc umyję samochód...podłogę wczoraj myłam...
Szczęście, że nie mam takiego męża, bo musiałabym galopem obiad szykować...

A tak...mogę leniwie zaczynać wolny weekend..

wtorek, 18 lipca 2017

Nowe radiowozy "na Szczecinie"


Znajome barwy na ulicach miasta...



"Policjantka" w "radiowozie" wystraszyła dziś przybysza z innego miasta do tego stopnia, że powstrzymał się od przechodzenia przez jezdnię w niedozwolonym miejscu i przeszedł kilkadziesiąt metrów dalej do przejścia dla pieszych...o czym nas poinformował, gdy go przepuszczałyśmy.
I o to chodzi...propagowanie bezpieczeństwa - to jedno z naszych zadań.

Niejednokrotnie wcześniej kursanci wspominali, że czują się jak w policyjnym aucie.
Bo tak to wygląda zza kierownicy.


wtorek, 30 maja 2017

Pasja jeżdżenia

Czym tak naprawdę jest pasja? 

Cóż by rzec...? to chyba przede wszystkim radość i energia odczuwane, gdy robimy coś fajnego.... coś, co karmi naszą duszę, ciało, nasz umysł... 
wyzwala najlepsze emocje. 

Pasja - to zaangażowanie i motywacja, gdy robimy coś, 
co jest dla nas przyjemne...coś, co chcemy, dla tej właśnie przyjemności robić...


Co rodzi pasję...?
Czasem determinacja, czasem fascynacja...
Pasją jeżdżenia zaraziły się prawie wszystkie moje kursantki...a szczególnie Żanetka, Ewelina, Iza, Daria, Julcia, Paula, Kasia, Ola, Klaudia...i wiele innych. 
Nie tam, żeby wszystkie ode mnie... 
Pierwszą inspiracją jest najczęściej ktoś z rodziny, otoczenia, środowiska... 
Rodzic, chłopak, przyjaciółka... 
Ale...nawet ktoś już zainfekowany pasją, przychodzi na pierwsze jazdy mocno zestresowany... wystraszony... pełen obaw czy sobie poradzi...
Rolą instruktora jest podanie pomocnej dłoni i wprowadzenie w stan aktywności.... pobudzenie myślenia... pomoc w złapaniu wiatru w żagle...
I za chwilę okazuje się, że kochacie jeździć... i potraficie.

Pasjonaci szybko przyswajają umiejętności...i trzydzieści godzin mija nie wiadomo kiedy...
Robią coś, co kochają albo przynajmniej bardzo lubią, co daje im przyjemność i odskocznię.
Mają kawałek własnego świata, którym potrafią się cieszyć... 
Instruktor czuje satysfakcję, a kursant odczuwa przyjemność, która jest kopalnią siły, energii i szczęścia. Kreuje swoją osobowość i myśli o swoim przyszłym rozwoju.
Jakąż rozkoszą dla instruktora jest fakt, że kursant jest niezaspokojony, kiedy kończą się zaplanowane godziny jazdy...
Większą rozkoszą może być tylko pozytywnie zakończony sprawdzian na egzaminie państwowym...najlepiej za pierwszym razem.
Często tak się dzieje w przypadku pasjonatów....bo pasja rodzi sukces. 
A sukces... jest zawsze spełnieniem, radością, satysfakcją, osiągnięciem celu.
Czyli - zadanie wykonane.
Nie zawsze oczywiście tak się dzieje. Czasem nawet pasjonat nie zdaje egzaminu za pierwszym razem. 
Lecz pamiętajcie - nie ma porażek, są tylko lekcje. 
Może właśnie ich potrzebowaliście... lekcji pokory, która jest nierozerwalnie związana z naszym życiem i bardzo potrzebna na drodze. 
Bardzo trafne stwierdzenie usłyszałam niedawno od doświadczonego mądrego instruktora, że na egzaminie niejednokrotnie lepiej sobie poradzi Janko Muzykant od wytrawnego wirtuoza. Właśnie ze względu na pokorę.
Pasja u niektórych rodzi się dopiero po dłuższym czasie... wtedy, kiedy przechodzi stres, który blokuje myślenie, tak ważne na drodze, co zawsze podkreślam. 
Wtedy, kiedy zaczynacie naprawdę się jazdą fascynować... stajecie się pasjonatami.
Im więcej poświęcacie tematyce drogowej czasu i uwagi, tym bardziej wasze zainteresowanie tematem rośnie. Chcecie być jeszcze lepsi, znać kolejne odpowiedzi, wgłębiać się w tematykę, jakże podniecającą przecież.
Pasja to lek na szarą rzeczywistość...dodaje energii i sprawia, że jesteśmy szczęśliwszymi ludźmi.
Są i tacy, niestety, którzy pasji jeżdżenia pewnie nigdy nie poczują...
Ci mogą być najwyżej miernymi rzemieślnikami...a spełniać się w innych dziedzinach.

My, pasjonaci - Wasi instruktorzy namiętnie...żarliwie...fanatycznie...
zarażamy Was swoją pasją. 
Pokochasz...zrozumiesz...
Jak nie pokochasz...to ja nie zrozumiem.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Dowcipnie

Taki życiowy egzaminacyjny dowcip...opowiedziany przez Julcię M.

Po zakończonym egzaminie - ze skutkiem negatywnym - za niezatrzymanie się na czerwonym świetle egzaminator pyta
- " dlaczego Pani nie hamowała ?"
- egzaminowana osoba odpowiada z naiwnością dziecka
- " na kursie... sam hamował"... :).
Brawo, koledzy instruktorzy....Jakie mamy rewelacyjne samochody szkoleniowe.

Ta sama kursantka, po tym - jak jej włączyłam wycieraczki przy małym deszczyku - zapytała -
" na egzaminie same się włączą?" - genialne...uwielbiam Cię, Julcia...
spostrzegawcza i myśląca...czyli tzw. najlepszy sort kursantów...
Takie osoby zdają za pierwszym razem...

I z tej kategorii - z życia wzięte historyjki...
Jadę z kursantką po rondzie Giedroycia...zjeżdżamy z lewego pasa na prawy...pytam ją czy sprawdziła, czy nikt nie jedzie prawym pasem, na który zjeżdża...ona odpowiada, że nie, bo zawsze pan Marek patrzył...a przecież nie ma gwarancji, że egzaminował będzie Marek...
Nie wspomnę już, że po egzaminie będziecie sami jeździć !!! na pewno bez Marka...
Miałam też kursantkę - matkę trójki dzieci - która - wjeżdżając na skrzyżowanie, na którym należy ustąpić pierwszeństwa trzem stronom, nie okazywała ani krzty zainteresowania....
stwierdziłam - zupełnie słusznie, że każde z dzieci będzie musiało w przyszłości kontrolować swoją przypisaną stronę....aby mieć w ogóle przyszłość.
Dawno temu koleżanka instruktorka przed skrzyżowaniem, na którym należy ustąpić pierwszeństwa, pyta swoją kursantkę, dlaczego nie patrzy czy coś jedzie...kursantka odpowiedziała :
" a po co...? przecież ty patrzysz".
Inna instruktorka opowiadała, że analizując z kursantką wykonane parkowanie, zwróciła jej uwagę, że z jednej strony w ogóle nie da się wysiąść...kursantka odpowiedziała....
"a nic nie mówiłaś, że będziesz wysiadać".
Niby śmieszne, a w życiu (i na egzaminie) raczej żałosne...

niedziela, 19 marca 2017

Cała prawda o Prymusie...



Zdjęcie użytkownika Śmiać się czy płakać.Nie mojego...na szczęście.

Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na odrobinę prywaty...
I to właśnie mam zamiar dziś uczynić...ze spokojnym sumieniem

Od dziecka nie miałam potrzeby, aby być prymusem...teraz żałuję...
Bo... prymusem być - jest super ...


Rok z kawałkiem już minął od momentu, gdy zaczęłam pracę w nowej firmie, w nowym zespole...Już pierwsze wrażenie - po miesiącu pracy - było bardzo pozytywne i sprawiło, że powstał post o pozytywnych aspektach zmian. 
... wspaniała atmosfera...przyjacielscy koledzy...
i Pan Mariusz - urzekający swoją kulturą, uprzejmością, wszechstronnością i wyrozumiałością... rewelacyjnie logistycznie zorganizowany.
Szef po prostu "wymiata". A jaki szef - taka firma.
Nie mogłam lepiej trafić.

I ten stan euforii - wyobraźcie sobie - po roku pracy wciąż się utrzymuje.
W Prymusie znalazłam miłość, przyjaźń i szacunek...i poczucie bezpieczeństwa - czyli wartości, które najbardziej w życiu cenię.
A w pracy spędzam dużą część swojego życia, jak każdy zresztą.  I dlatego atmosfera w miejscu pracy - w każdym przypadku - ma kolosalne znaczenie dla samopoczucia... i zdrowia nawet.
Zadowolony pracownik ma pozytywne nastawienie i jest bardziej efektywny
I w tym momencie przychodzi czas na beneficja dla Was, szanowni kursanci - 
przyszli i obecni....bo byli - dobrze o tym wiedzą. 
Wszyscy instruktorzy w Prymusie pracują z dużym zaangażowaniem i dbałością o efekty. 
Każdy z nas z entuzjazmem przekazuje swą wiedzę i doświadczenie. 
Po prostu - kochamy swoją pracę. Chociaż... czasem stykamy się z nie lada wyzwaniem.

Nie zawsze jednak osoba zarządzająca stosuje się do tej powszechnie znanej i logicznej zasady. Zawsze zasmuca mnie opowieść o frajerskim szefie, o atmosferze w pracy, która jest nieznośna... o pracy, która tylko męczy nie dając żadnej satysfakcji i marne profity. 
Też tak kiedyś miałam.
A każdy z menagerów powinien dbać o dobro pracowników i traktować ich z należytym szacunkiem. Nie tylko w naszej branży. 
Osoby kulturalne i kreatywne są w stanie stworzyć zespół zgrany i zaangażowany w sprawy firmy. Dobra atmosfera w pracy korzystnie wpływa na wypracowywane przez załogę wyniki. 
U nas wszystko gra jak najpiękniejsza symfonia... 
Może również dzięki muzycznej wrażliwości właściciela.

Czy to trzeba być Prymusem - jak Pan Mariusz, żeby to zrozumieć....? 
Pracodawcy...ogarnijcie się !!!

sobota, 18 lutego 2017

Jedna krótka chwila...


dekoncentracji...może być brzemienna w skutki...
nieodwracalne...






Nikomu nie życzę...i dlatego Was tak nękam.
Cel uświęca środki.
I wierzę...ba ... nawet często zauważam, że to rozumiecie...
I bardzo Wam za to dziękuję....moje Mądre Głowy.

Temat w sam raz na niedzielę....


bo z kościołem związany...
a do kościoła ludzie zwykle w niedzielę chodzą...


WORD - jest tam więcej modlących się osób niż w kościele...

I o cóż tu się modlić...?
Pomyślcie...
Może o pomyślne wiatry...o przyjaznego egzaminatora...o łatwą trasę...o optymalną formę...
I żeby się udało... i żeby nie popełnić błędu...i żeby nie zgasł...i żeby wyjechać z placu...
Każdy ma swoją indywidualną modlitwę...każdy ma swój cel...
Niektórzy mają plan - minimum - wyjechać do miasta i zobaczyć jak wygląda egzamin...
Nie jest to prawidłowe założenie - wynika zwykle z braku wiary w swoje umiejętności.
I - o zgrozo - może się spełnić - samospełniające się życzenie.
Wiara - jak mówią - czyni cuda.
Uwierzcie, że lepiej solidnie się przygotować i pójść pokazać, że umiecie jeździć - bezpiecznie i zgodnie z przepisami
To nie może być kwestia przypadku, szczęścia, modlitwy.... 
Zdajecie egzamin, aby uzyskać prawo jazdy i jeździć...jeździć wśród innych użytkowników drogi, którzy nie zawsze zachowują się na niej prawidłowo. 
Drogę trzeba umieć czytać...i to ze zrozumieniem. Trzeba umieć wychwytywać wyjątki i idiomy. 
Zatem...nastawcie się na plan maksimum....solidne przygotowanie, a następnie - dla formalności - egzamin czyli rutynowy przejazd - trasą, która jeśli nawet nie będzie Wam jeszcze znana, to przecież opiera się o schematy, które bardzo dobrze znacie. Znaki drogowe, które również bardzo dobrze znacie i widzicie, mówią Wam o tym, co należy zrobić w określonej sytuacji. 
Egzaminator jest widzem, który podziwia Waszą wirtuozerię. 
I na koniec - nie pozostaje mu nic innego jak pogratulować pozytywnie zakończonego egzaminu.
A w niedzielę - do kościoła...iść za uzyskane życie podziękować bogu...życie kierowcy...
Albo w poniedziałek - do Pana Mariusza po pamiątkowy brelok. "primus inter pares".

wtorek, 7 lutego 2017

Normalność



Czym więc jest normalność....?
Dla każdego pewnie, co innego znaczy.
Lecz może uda nam się stworzyć jakąś uniwersalną definicję.

Normalny kierowca - moim zdaniem - powinien 

1. bardzo dobrze znać przepisy ruchu drogowego i umiejętnie je stosować,
2. śledzić zmiany w przepisach i stale uzupełniać swoją wiedzę,
3. realnie oceniać swoje umiejętności i nie porywać się "z motyką na księżyc",
4. szanować innych użytkowników drogi - nie zagrażać swoim zachowaniem bezpieczeństwu ruchu drogowego i nie utrudniać ruchu,
5. wykazywać się elementarną choćby kulturą jazdy,
6. być wyrozumiałym dla innych użytkowników drogi, bo przecież nie każdy może być tak wspaniały i mądry jak Ty, normalny kierowco,
7. zachować przezorność i ostrożność w ocenie sytuacji na drodze,
8. stosować zasadę, że lepiej stracić 5 minut z życia niż życie w 5 minut,

Tyle podstawowych zasad na ten moment przyszło mi do głowy. Zapewne nie jest to katalog zamknięty i każdy z Was z chwilą zdobywania nowych doświadczeń na drodze będzie mógł dodać coś od siebie.
I na to właśnie liczę, mając na co dzień do czynienia z tyloma kreatywnymi osobami.
Zatem wykażcie się, moi drodzy. Zróbmy razem coś pożytecznego dla siebie i dla innych.
Bo normalnie - oznacza  zgodnie z przyjętymi normami, czytelnie dla innych użytkowników drogi, czyli bezpiecznie.

sobota, 17 grudnia 2016

Jest Pan/Pani zajebisty/a....

Czasu mało, bo coraz bliżej święta...
lecz muszę się z Wami podzielić historyjką, która mnie niedawno szalenie rozbawiła...
opowiedziana przez jedną z moich ulubionych ostatnio kursantek - Żanetkę,
W pewnym sensie nawet przez nią wykreowana... z dużym udziałem dobrego...może nawet najlepszego instruktora,
Nie będę się powtarzać, jaki powinien być dobry instruktor, bo pisałam o tym całkiem niedawno.
A najlepszy...powinien wskazywać drogę do ideału (na wzór i podobieństwo swoje), wyłapywać najdrobniejsze niedociągnięcia, pokazywać, że można lepiej, dokładniej, bezpieczniej...czyli czepiać się, krytykować, poprawiać...
Chwalić przyszłego kierowcę i zachwycać się jego umiejętnościami ma egzaminator i ewentualni późniejsi jego pasażerowie.
Cóż...taka rola instruktora...niektórzy to rozumieją i chętnie współpracują...inni źle to znoszą...
Bo krytyki przecież nikt nie lubi...każdy woli być chwalony...
I kiedyś to przecież na egzaminie nastąpi...oby jak najszybciej.
Ale wracając do mojej historyjki. Żanetka, kochana gadułka, skrytykowana przez najlepszego instruktora,,, zupełnie zasłużenie zresztą...rzuciła mu tekścik :"myślałam, że Pan jest milszy",
na co najlepszy instruktor jej odpowiedział :
"powinna Panna podziękować za krytykę i powiedzieć - jest Pan zajebisty".
 Fantastyczny tekst...bezsprzecznie warty upowszechnienia...każdy kursant powinien to robić...
Ja sama ochoczo wysłuchiwałabym tego kilka razy dziennie.
Któż by zresztą nie chciał być zajebisty.
Wielu instruktorów zasługuje na to miano.
W Prymusie, oczywiście, wszyscy...ale jeden najbardziej.
I odkąd zaczęłam tu pracować... i ja jestem zajebista...proste...z jakim przystajesz, takim się stajesz...
Wcześniej, u poprzedniego pracodawcy sama musiałam sobie śpiewać :
bo ja jestem zajebista, to sprawa jest oczywista...bo przecież Liszewski z Weekendu nie o mnie śpiewał...a nikt mnie tam nie doceniał.
Teraz - na Żanecie wymusiłam - skoro już się zgadałyśmy - więc usłyszałam ten zajebisty tekst...
Ktoś może jeszcze kiedyś...chyba Izu...niektórzy mi dawali do zrozumienia, nie mając odwagi przekazać tego w tak wyrazistej i konkretnej formie.
I tu - drogi kursancie - jesteś naszym egzaminatorem...jak pochwalisz, to znaczy, że nasza praca przynosi owoce...bo przecież każdy lubi być chwalony...
Każdy chce być zajebisty.

sobota, 19 listopada 2016

Czy chciałbyś być przeklęty....?



Ja nie należę...
Nie wiem skąd mi się to wzięło...klnę jak szewc....a na co dzień w ogóle nie przeklinam...prawie...
Może dla zasady...przeklinam, żeby na mnie nie przeklinali.....
Chociaż...w gruncie rzeczy to kwestia szacunku dla innych użytkowników drogi....szacunku dla przepisów....bo przepis nakazuje opuścić skrzyżowanie w miarę możliwości jak najszybciej.
Paradoks...? w pewnym sensie...
Lecz wkrótce przekonacie się sami jak irytujący jest kierowca, który nie wie, co zrobić...
Jest skrzyżowanie...ma pierwszeństwo....zatrzymuje się...i myśli...co zrobić....bo nie widział znaku....bo nie zna zasad...
Jest chaos...jest bezkrólewie...
jechać...nie jechać...nie wiadomo, kiedy się ogarnie....koszmar...
I w tym momencie cisną się na usta słowa, o których znajomość w ogóle się nie podejrzewałam nawet....
Dlatego zawsze was namawiam....przed skrzyżowaniem - myślimy o tym, co mamy zrobić...
komu ustępujemy, kto nam ustępuje...
Układamy plan, który czasem należy zmodyfikować....zweryfikować...decyzja zapada na ostatnim centymetrze...ale musimy na czymś bazować....tego od nas oczekują....tego my oczekujemy od innych.
Pamiętajmy, że
W ciągu ubiegłego roku zwiększył się w Polsce znacząco wskaźnik liczby pojazdów zarejestrowanych na 1000 mieszkańców do 653 sztuk. Największy wzrost osiągnęły auta osobowe - do poziomu 502 egzemplarzy. Oznacza to, że Polska przekroczyła średnią unijną wynoszącą 484 samochody zarejestrowane na 1000 mieszkańców.
Dla porównania....w latach 70-tych ubiegłego stulecia - było 15 samochodów osobowych na tysiąc mieszkańców....a dróg przybywa nieproporcjonalnie mało....


Egzamin nie jest taki drogi...



Płatny...na egzaminie jedyne 140 zł...
ale w dorosłym życiu kierowcy, wyłapany przez policję będzie Cię kosztował
250 zł i 5 punktów karnych.
I za chwilę się przekonasz, że na egzaminie jest całkiem tanio....
bowiem taryfikator przewiduje często wyższe kary....
a egzaminator - jak dobry duszek Kacper - zawsze zadba o Twoje bezpieczeństwo.

CZYNY O CHARAKTERZE SZCZEGÓLNYM:

* nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku - 10 pkt karnych i do 500 zł mandatu
* spowodowanie kolizji - 6 pkt karnych i do 500 zł mandatu
* spowodowanie innego zagrożenia w ruchu drogowym - 6 pkt karnych i do 500 zł mandatu

NIEPRAWIDŁOWE ZACHOWANIE WOBEC PIESZYCH:

* wyprzedzanie na przejściu dla pieszych i bezpośrednio za nim - 9 pkt karnych i 200 zł mandatu
* nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na oznakowanym przejściu -
 8 pkt karnych i 350 zł mandatu

NIESTOSOWANIE SIĘ DO SYGNAŁÓW I ZNAKÓW DROGOWYCH:

* niezatrzymanie się do kontroli drogowej - 8 pkt karnych i do 500 zł mandatu
* przejazd na czerwonym świetle - 6 pkt karnych i od 300 do 500 zł mandatu
* złamanie zakazu skrętu - 5 pkt karnych i 250 zł mandatu
* wyprzedzanie na podwójnej linii ciągłej - 5 pkt karnych i 200 zł mandatu
* złamanie nakazu zatrzymania Stop - 1 pkt karny i 100 zł mandatu - taniej niż na egzaminie
* jazda pasem dla autobusów - 1 pkt karny i 100 zł mandatu - taniej niż na egzaminie

PRZEKROCZENIE DOPUSZCZALNEJ PRĘDKOŚCI:

* powyżej 50 km/h - 10 pkt karnych i 400-500 zł mandatu
* od 41 do 50 km/h - 8 pkt karnych i 300-400 zł mandatu
* od 31 do 40 km/h - 6 pkt karnych i 200-300 zł mandatu
* od 21 do 30 km/h - 4 pkt karnych i od 100 do 200 zł mandatu
* od 11 do 20 km/h - 2 pkt karne i 50-100 zł mandatu - taniej niż na egzaminie
* jazda z prędkością utrudniającą ruch innym kierującym - 2 pkt karne i 50-200 zł mandatu
* od 6 do 10 km/h - 1 pkt karny i do 50 zł mandatu - taniej niż na egzaminie

INNE WYKROCZENIA:

* wyprzedzanie na przejazdach rowerowych - 8 pkt karnych i 200 zł mandatu
* wymuszenie pierwszeństwa - 4-6 pkt karnych i 200-300 zł mandatu
* niestosowanie się do obowiązku używania świateł od zmierzchu do świtu - 4 pkt karne i 200 zł mandatu
* niestosowanie się do obowiązku używania świateł od świtu do zmierzchu - 2 pkt karne i 100 zł mandatu - taniej niż na egzaminie
* brak zapiętych pasów bezpieczeństwa - 2 pkt karne i 100 zł mandatu - 
taniej niż na egzaminie

WYKROCZENIA BEZ PUNKTÓW KARNYCH:

* kierowanie pojazdem bez dokumentów - 50 zł mandatu (za brak każdego dokumentu)
* korzystanie z telefonu komórkowego podczas jazdy - 200 zł mandatu.

wtorek, 13 września 2016

Plejada gwiazd w Prymusie

Znalezione obrazy dla zapytania angelina jolie before surgery


Podobno każdy z nas ma swojego sobowtóra...
Do mnie kiedyś ekspedientka w sklepie z entuzjazmem wykrzyczała "cześć" i za chwilę przepraszała za tę poufałość...ale wydałam się jej łudząco podobna do koleżanki...
cóż...taka pospolita uroda...
Niektórzy jednak mają to szczęście, że można w ich twarzach zobaczyć osoby z pierwszych stron gazet.
Miałam takich kursantów. Nie od razu odważyłam się o tym wspomnieć, ale jak już do tego doszło, okazało się, że nie jestem pierwszą osobą, która to zauważyła...wszyscy im to mówią.
Pierwsza była Marta Żmuda - Trzebiatowska, którą Pan Mariusz podczas zajęć teoretycznych cały czas nazywał Żmudą, był Wojciech Szczęsny, który w pociągu był proszony przez dziewczyny o pstryknięcie wspólnej fotki...następnie Kasia Zielińska...zauważyłam od razu w jej twarzy coś znajomego, ale to kolega - instruktor zwrócił uwagę, że cała Zielińska.
I całkiem świeżo Angelina Jolie.
Nie w każdym przypadku podobieństwo jest uderzające, lecz można dostrzec jakiś charakterystyczny szczegół, który przywołuje skojarzenia.
Wszystkie osoby bardzo sympatyczne...nie gwiazdorzyły w najmniejszym stopniu.
Przy odpowiedniej stylizacji byłyby zapewne nie do odróżnienia.
Czasem przemknie po parkingu jakaś Pamela Anderson, ale z żadną nie miałam bliższego kontaktu.
Jest też instruktor w naszej szkole, który przypomina mi - odkąd go poznałam - Romana Wilhelmiego (aktor ten - może nie wszystkim znany - machał do mnie kiedyś na Dworcu Centralnym w Warszawie, gdy byłam nastolatką). Właściwie to bardziej ten instruktor przypomina mi kolegę, który jako pierwszy wydał mi się podobny do Romana. Ale skojarzenie pozostało.
Znamienne jest to, że ów instruktor i Wilhelmi mają tę samą datę urodzin...z wyjątkiem roku oczywiście.
No i nasza naczelna gwiazda...Pan Mariusz...autorytet i wzór do naśladowania...jak to gwiazda.
Zastanawiam się czasem - do kogo podobny...parę razy pytałam kursantki o opinię...bo dziewczyny czasem lubią poplotkować o facetach...Bruce Willis może trochę z fryzury...ale generalnie typ sportowca...o cudownych, elektryzujących oczach, filuternym spojrzeniu...i wielkim sercu.
A podobny...chyba do siebie....bo niepowtarzalny.

sobota, 3 września 2016

Buziakowo




Znalezione obrazy dla zapytania buziaki i całuski

Minął właśnie kolejny szczęśliwy tydzień pracy...
Mam 3 nowe kursantki, które mimochodem zapoczątkowały nową świecką tradycję...
Miałam w tym swój malutki udział, oczywiście...ale inspiracją była Monika.
Jako pierwsza pojawiła się z nowych...jak każdy - zestresowana przed pierwszą jazdą...niepewna swoich możliwości, przerażona wyjazdem z bezpiecznego placu na drogę.
Na pewno pamiętacie swoje początki...
W takich momentach dobry instruktor dodaje otuchy, podpowiada do znudzenia - a właściwie do skutku - kolejne czynności, uzasadnia konieczność ich wykonania, uspokaja emocje...
 i jedziemy.
Każdej prawie osobie udaje się po niedługiej chwili zapanować nad stresem i zaczyna czuć wiatr we włosach czyli odczuwać przyjemność z jazdy...
bo przecież to jest piękne...musimy to pokochać.
Tak też było z Moniką. Dotarłyśmy szczęśliwie do celu i mój świeżutki kierowca spontanicznie mnie wycałował, aby wyartykułować, że przeżyłyśmy razem coś pięknego. Też poczułam zadowolenie, bo jeździła bardzo fajnie.
Kiedy tuż po Monice pojawiłą się jeszcze bardziej wystraszona Julcia, zapewniłam ją : "Będzie Pani zadowolona" - jak poprzedniczka, która mnie na koniec wycałowała.
Ty też będziesz chciała - zapewniłam...I była zadowolona. Oczywiscie buziaki wyegzekwowałam.
Dzisiaj Julcia, na trzecim spotkaniu czyli na 6 godzinie, przemknęła przez centrum miasta z prędkością 50 km/h, bez mrugnięcia okiem...akurat trafiłyśmy na zieloną falę.
Na koniec - oczywiście buziak.
W międzyczasie jeździłam z chłopaczkiem, któremu opowiedziałam o nowej świeckiej tradycji...
I on też ochoczo mnie wycałował na zakończenie naszego spotkania, choć nie był pierwszakiem.
Trzecia nowa była w tym tygodniu Ewelinka. I ona wyszła zadowolona, więc był buziak. I za pierwszym razem, i za drugim.
I jak tu nie kochać tej pracy...? Tyle buziaków w jednym tygodniu...
Koledzy mogą tylko pozazdrościć.
I jeszcze z Klaudusią wymieniłam buziaka w tym tygodniu...ale niestety, o zgrozo, nie przyniosło jej to szczęścia na egzaminie...następnym razem dostanie kopniaka...
Kochanie, czas na Ciebie...umiesz jeździć i masz to tylko pokazać...
I parkować ładnie umiesz...

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Coś jest na rzeczy...?



Mam nadzieję, że moi koledzy się na mnie nie obrażą...
Bo przecież taka uwaga nigdy nie padnie z ust kulturalnego mężczyzny...a takich mamy w naszej szkole instruktorów.
Takie zdanie może wypowiedzieć jedynie skrajny męski szowinista, a takimi nie będziemy się przejmować...
Same przecież lepiej wiemy, że dobrze jeździmy...często lepiej niż faceci.
Brunetki, blondynki...wszystkie dziewczynki umieją jeździć...a te, które nie umieją mogą się nauczyć...wystarczy chcieć...

sobota, 20 sierpnia 2016

Kilka słów...tytułem uzupełnienia...rozważań dotyczących dobrego instruktora.

Dobry instruktor - to pełna profeska i powołanie.
Dla takiej osoby - odpowiedniej, na właściwym miejscu,  priorytetem zawsze będzie przygotowanie kursanta do życiowej podróży po polskich drogach ...i nie tylko polskich...
wpojenie zasad, które pozwolą jeździć mądrze i bezpiecznie...
no i oczywiście rzetelne przygotowanie do egzaminu na prawo jazdy.
Porządne przygotowanie do egzaminu sprawi, że przejazd egzaminacyjny potraktujecie jak zwykły sprawdzian umiejętności, które już posiadacie. Wystarczy tylko uważnie skupić się na poleceniach egzaminatora i starannie wykonać zadania. Oto najprostsza droga do sukcesu...
A na tej drodze potrzebujecie prawdziwego dobrego instruktora.

Instruktor jazdy jest dla was przewodnikiem, który musi:
  1.  zadbać o wasze bezpieczeństwo,
  2.  nakreślić przebieg trasy,
  3.  przestrzegać przed zaskakującymi sytuacjami, 
  4.  wyjaśniać rozmaite meandry drogowe,
  5. rozwiać wszelkie wątpliwości,
  6.  pomóc w razie upadku, 
czyli generalnie ma was nauczyć zachowań kierowcy, intuicji drogowej, które pozwolą wam patrzeć na drogę oczami kierowcy.

Lecz pamiętajcie 
- nauczyć patrzeć - nie oznacza patrzeć za was, 
- nauczyć podejmowania decyzji - nie oznacza za was decydować.

Dla owocnej współpracy konieczna jest dobra komunikacja i wzajemne zaufanie. 
Potrzebna więc jest pewna elastyczność i nić sympatii - widzialna lub niewidzialna.
Największym komplementem dla instruktora jest zawsze stwierdzenie kursanta, że żal się rozstawać, że czas tak szybko minął (ostatnio to słyszałam w zeszłym tygodniu od Kasi C. i mam nadzieję nie raz jeszcze usłyszeć)...najmilszą chwilą dla instruktora jest sukces w postaci waszego zdanego egzaminu...najlepiej za pierwszym razem...ale nawet - przy braku szczęścia, przy każdym kolejnym podejściu - pamiętajmy, że są to bardzo cenne doświadczenia, które wnoszą dużó dobrego w sferze emocji, wiedzy o samym sobie i w końcu o zachowaniu się na drodze. 
Bo droga wymaga od nas przewidywania zachowania innych użytkowników, musimy czasem myśleć za innych. Nie każdy użytkownik drogi jest osobą rozważną i odpowiedzialną. I najlepiej dla was, żeby wam to uświadomił dobry instruktor albo nawet niedobry egzaminator niż "katastrofa" na drodze, która może być o wiele bardziej bolesna. 
Etyka zawodowa nie pozwala mi źle mówic o kolegach "po fachu", lecz pojawiają się czasem na mojej drodze kursanci, którzy ukończyli kurs w innej szkole jazdy i są koszmarnie nieprzygotowani do jazdy w ogóle, do egzaminu...i to jest jakieś nieporozumienie. Z nimi trzeba wykonać ciężką pracę. Lecz są to zwykle osoby zdeterminowane, nastawione na sukces...więc się udaje...
Żal tylko, że nie trafiły na dobrego instruktora przy pierwszym podejściu...
Ale na koniec...coś optymistycznego...jest taka szkoła w Szczecinie, która ma rzesze zadowolonych kursantów. Każda opinia zawiera masę superlatyw typu " szkoła na medal", " nie zmieniajcie się", "jesteście mistrzami","aż żal się rozstawać', "zdałem za pierwszym razem"...itp.  Niektórzy twierdzą, że opinie są preparowane...bo cóż mają powiedzieć zazdrośni konkurenci....lecz ja znam ludzi, którzy to pisali...są autentyczni...z krwi i kości...są szczerzy...i prawdziwie zadowoleni...i tacy będą wszyscy następni adepci...
To oczywiście w największym stopniu zasługa szefa. Jego idea, aby stworzyć Szkołę Jazdy Prymus już w zamyśłe przewidywała przodowanie przed innymi. Primus inter pares...Musiał zebrać wyselekcjonowaną grupę instruktorów...bo prymusów muszą uczyć prymusi... I udało się.
Niektórzy najwspanialsi działają tutaj od zarania dziejów...czyli od początku szkoły....
Inni wspaniali doszli później...selekcjoner zna się na rzeczy...nie zadowala się byle czym...
Dzięki temu mamy szkołę jaką mamy...czyli najlepszą..
PRYMUS znaczy dokładnie tyle, ile sobą reprezentuje...
I ja miałam szczęście znaleźć się w tym elitarnym gronie.
PRYMUS - musi znaczyć dla ciebie - DOBRY INSTRUKTOR.
To nasza wizytówka.


piątek, 19 sierpnia 2016

Jaki powinien być dobry instruktor nauki jazdy...?

Może zacznijmy od tego, jaki nie powinien być...

Śmieszne filmiki, humor - instruktor jazdy nervus MEGA HIT | Potworek.com

To zapewne inscenizacja...bo to już przestępstwo przecież...

Nieprawdopodobne, a jednak niestety prawdziwe....
uwłaczające godności człowieka i zawodu zachowania instruktora zanotowano na naszym podwórku... ŹENADA.

Skandaliczne zachowanie instruktora prawa jazdy jednej ze szczecińskich szkół - Wykop.pl

czy można taką osobę nazwać instruktorem...?
może instruktorem chamstwa i niekompetencji...
chwasta by trzeba było wyrwać... tylko kto to zrobi...?

Jaki zatem powinien być dobry instruktor...?
Na pewno kompetentny i cierpliwy, komunikatywny i spostrzegawczy...
Powinien w sposób spokojny i kulturalny przekazywać swoją wiedzę, biorąc pod uwagę zdolność percepcji kandydata na kierowcę.

Poniżej fragment z Kodeksu Etycznego Instruktora :

POWINNOŚCI INSTRUKTORA NAUKI JAZDY WOBEC KURSANTÓW
1. Instruktor nauki jazdy w swojej pracy kieruje się przede wszystkim dobrem kursanta.
2. Podejście instruktora nauki jazdy do kursantów powinny charakteryzować następujące cechy:         - otwartość i umiejętność nawiązania kontaktu,
- kompetencje zawodowe,
- umiejętność indywidualnego podejścia do kursanta,
- poszanowanie godności ludzkiej,
- równe traktowanie mężczyzn i kobiet,
- tolerancja, empatia, partnerstwo i podmiotowy stosunek do uczniów,
- życzliwość,
- dyscyplina,
- sprawiedliwa i obiektywna ocena pracy i postaw kursantów,
- kultura, przejawiająca się m.in.:

  • kontrolowaniem własnych emocji, 
  • używaniem poprawnego języka polskiego, 
  • dbałością o wygląd zewnętrzny i estetykę pomieszczeń oraz czystość pojazdu szkoleniowego, 
  • a także zachowaniem odpowiedniego dystansu fizycznego wobec kursanta. 

3. Instruktor nauki jazdy powinien być autorytetem dla kursantów.
Autorytet instruktora powinien wynikać z jego cnót moralnych, mistrzostwa pedagogicznego, wiedzy i kultury umysłowej oraz kultury osobistej.

Znam takich instruktorów...wielu...większość z tych najlepszych poznałam całkiem niedawno w Prymusie...mam szczęście z nimi pracować ku zadowoleniu i sukcesom kursantów...
A wśród nich - mam swojego ulubionego...
Sama chciałabym się od niego uczyć. Bo dobry instruktor uczy się całe życie...
Moja praca jest moją pasją...a każdy nowy dobrze wyedukowany (mam nadzieję) kierowca jest moim ukochanym dzieckiem. Czasem daję"klapsa", ale kocham was wszystkich.